Do czego nie mogę przyzwyczaić się w Irlandii

Dzisiejszy wpis powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie, do którego należę. W ramach projektu przez cały październik i listopad na blogach klubowiczek pojawiają się wpisy na temat tego, do czego nie możemy przyzwyczaić się w kraju do którego wyemigrowałyśmy.

Ja wyjechałam do Irlandii w lutym 2014 roku, minął już rok i osiem miesięcy odkąd mieszkam w małym irlandzkim hrabstwie. Pomimo tego, że decyzję o przyjeździe tu podjęłam spontanicznie, bez planowania – co dalej?, jestem z niej zadowolona, jak dotąd –  to bardzo szczęśliwy czas w moim życiu. Wiele rzeczy mnie tutaj zaskoczyło, zdziwiło i urzekło, do wielu rzeczy musiałam się po prostu przyzwyczaić. Jestem Irlandią zachwycona jako krajem do zwiedzania, uwielbiam jej krajobrazy – wyżyny, wzgórza, bliskość oceanu, zielone pola i pastwiska. Jednak mam swoją listę rzeczy do których, mimo wszystko, trudno mi tu przyzwyczaić się i je polubić. Ta lista, z punktu widzenia osoby mieszkającej w małym miasteczku, w małym hrabstwie, zawiera aż 13 punktów.

Do czego nie mogę przyzwyczaić się w Irlandii

1. Irlandzka pogoda

W Irlandii pogoda jest nieprzewidywalna i potrafi się bardzo często zmieniać. Cztery pory roku w ciągu jednego dnia to typowe dla irlandzkiej aury. Bardzo częstym zjawiskiem jest jednocześnie padający deszcz i – świecące słońce!. Parasol i okulary słoneczne w torebce to konieczność, a np. pranie rozwieszone na zewnątrz, trzeba cały czas mieć na oku, by je w porę zdjąć, bo nigdy nie wiadomo kiedy znów zacznie padać. W jednym dniu deszcz może pojawić się kilka razy dziennie, ale co pocieszające zwykle szybko przechodzi, a zmokniętego przechodnia nagradza widokiem cudnej tęczy i to często – podwójnej!. Deszcz może nas zaskoczyć zawsze i wszędzie, stąd jedno z irlandzkich powiedzeń: „W pubie nie pada nigdy”. Można narzekać na nadmiar opadów, ale to dzięki nim jest tu tak soczyście zielono i to przez cały rok. Trudno mi się przyzwyczaić, w pozytywnym znaczeniu, do widoku zielonej trawy nawet zimą!, do wiatru, który silnie wieje podczas słonecznego lata, a jeszcze trudniej do wiatru z deszczem i ponurą aurą. Nie lubię dni gdy niebo jest cały dzień zachmurzone i choć nie pada, to nawet na chwilkę nie wychodzi słońce. Szare dni, mżawka i silne wiatry, na szczęście nie występują aż tak często. Za to jeśli chodzi o temperatury to są one w Irlandii dość jednostajne, nie ma upałów w lecie, ani mrozów zimą, temperatura zimą jest prawie taka jak w Polsce jesienią.

Irlandzka pogoda

 2. Zimne domy

Konstrukcja ścian osłonowych w irlandzkich domach jest inna niż w Polsce przez co nie można optymalnie ogrzewać mieszkania, jest albo bardzo ciepło albo bardzo zimno. Domy są słabo izolowane, dlatego nie trzymają ciepła i szybko się wychładzają. Używając do ogrzewania, często tu stosowanej, instalacji gazowej – szybko uzyskujemy w domu wysoką temperaturę, natomiast po wyłączeniu ogrzewania w bardzo  krótkim czasie robi się zimno. Do ogrzewania, a zwłaszcza podtrzymywania temperatury stosuje się piecyki elektryczne, a to kosztuje znacznie więcej.  Częstym problemem, co wynika z moich doświadczeń,  jest wilgoć w domach i co się z tym wiąże – pojawianie się grzyba. Z perspektywy osoby mieszkającej w małym hrabstwie uważam, że Irlandia jest nieco zacofana jeśli chodzi o budownictwo. Poza centrami miast przeważają tu osiedla domków szeregowych, małe domki typu cottage, a im bliżej centrum miasta tych starsze budownictwo. W moim miasteczku w centrum jest tylko kilka większych, wyższych (max 4 piętrowych) i nowocześniejszych budynków.

Osiedle Dolmen Gardens – mój pierwszy dom w Irlandii

 3. Dwa krany

Największy absurd z jakim się tutaj spotkałam to dwa, oddzielne!, krany przy umywalce, z jednego leci tylko zimna a z drugiego tylko gorąca woda, tak gorąca, że poparzyć się można jak za długo kran zostawimy odkręcony. Z takim rozwiązaniem spotkałam się po raz pierwszy i zdecydowanie nie przypadło mi do gustu. Osoby z nadwrażliwością zębów mają przechlapane. Po co są te dwa krany, a właściwie skąd się wzięły? Dawniej, ludzie zatykali umywalkę, napuszczali sobie do niej wody i tak się myli – twarz i inne części ciała. Nie było czegoś takiego jak jeden kran i mycie twarzy w bieżącej wodzie. Było napuszczanie wody do umywalki i mycie się letnią wodą, w ramach oszczędności wody oczywiście.

Podwójny kran przy umywalce

4. Kontakty i wtyczki

Takie istotne “drobiazgi” jak wtyczki i kontakty w różnych krajach są, niestety – różne. O trzech dziurkach w kontaktach na prąd w Irlandii dowiedziałam się już na miejscu i do zabranych ze sobą sprzętów musiałam kupić specjalne nakładki na wtyczki. Niektórzy te irlandzkie kontakty próbują „oszukać” wciskając np. końcówki długopisów do gniazdek elektrycznych, wciśnięcie takiej końcówki w miejsce bolca uziemiającego powoduje odblokowanie pozostałych dziurek na „polską” wtyczkę. Zdecydowanie nie polecam tego sposobu, bolce w naszych polskich wtyczkach są o jakieś 0,7 mm położone bliżej siebie niż te irlandzkie, wpychając taką wtyczkę do kontaktu możemy ją bardzo łatwo uszkodzić. Korzystam jeszcze z przejściówek, ale one niestety też dość szybko się psują, albo – gubią i nie mogę ich  znaleźć kiedy właśnie są potrzebne!. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest kupić wszystkie sprzęty na miejscu.

Kontakty w Irlandii i tzw. przejściówki na polskie wtyczki

5. Okna otwierane na zewnątrz

W Irlandii większość okien otwiera się na zewnątrz, a to jest spory problem przy myciu szyb właśnie z zewnątrz. O takim rozwiązaniu decydują tu względy bezpieczeństwa, tak nakazują przepisy przeciwpożarowe, jest to łatwiejsza droga ucieczki w razie pożaru i ma to sens, jak się tak nad tym głębiej zastanowić. Plusem jest też więcej miejsca w pomieszczeniu. Chcąc umyć zewnętrzną szybę takiego okna trzeba, niestety, być na zewnątrz, na parterze to nie problem, ale na wyższych piętrach pozostaje korzystanie z drabiny albo asekuracja drugiej osoby i to pod warunkiem, że ta pierwsza nie ma lęku wysokości i jest odpowiednio – wygimnastykowana!.

Okna otwierane na zewnątrz

6. Brak gniazdka w toalecie/łazience oraz dostępu do ciepłej wody

W Irlandii nie znajdziemy żadnego gniazdka w łazience ani w toalecie, a to ze względów bezpieczeństwa. Użycie suszarki do włosów, czy golarki w łazience nie jest możliwe, chyba że mamy urządzenia z dwumetrowym kablem i podłączymy je w pokoju. Z tego też powodu pralki umieszczane są w kuchniach lub w pomieszczeniach gospodarczych. Za to są elektryczne prysznice, włączane przez pociągnięcie za sznurek, które nie zadziałają kiedy braknie prądu. Jednak zdecydowanie lepszy jest taki elektryczny prysznic niż konieczność podgrzewania wody w bojlerze gdy chcemy wziąć kąpiel. Taka sytuacja wynika z istotnych różnic w dostawie wody do domów w Polsce i Irlandii. W Irlandii z miejskiego wodociągu do domu dopływa tylko zimna woda, każdy musi ją sobie ogrzać we własnym zakresie. Nigdy się chyba do tego nie przyzwyczaję, że z kranu nie poleci zawsze ciepła woda tak jak w Polsce. Dziwnym też dla mnie zjawiskiem są dwie łazienki w mieszkaniach nawet dwu pokojowych, niby fajnie, ale z drugiej strony podwójne sprzątanie. A bywa , że w mieszkaniu trzypokojowym są i trzy łazienki.

7. Herbata z mlekiem

Irlandczycy znani są ze swojego zamiłowania do herbaty, a irlandzka herbata powinna być mocna i podawana z mlekiem bądź śmietaną. Picie w towarzystwie herbaty bez mleka może być uznane za brak dobrych manier. W Irlandii to wpływ kultury angielskiej i mało kto nie pije tu herbaty bez mleka. Znane marki irlandzkich herbat to Lyons, Barry’s i Bewley’s. Mnie herbata z mlekiem, czyli nasza polska – bawarka (nazwa myląca, bo sugeruje pochodzenie napoju z Bawarii, a to napój wywodzący się z kuchni francuskiej),  zdecydowanie nie smakuje i choć próbuję ją pić to chyba nigdy nie polubię.

 

Herbata z mlekiem w kawiarni Costa

8. Chleb tostowy i Soda bread

Przyzwyczajona do polskiego chleba, byłam zdziwiona że na półkach irlandzkich supermarketów przeważa pieczywo tostowe – jasne i ciemne z mąki pełnoziarnistej. Tradycyjnym irlandzkim pieczywem jest soda bread, czyli chleb pieczony na bazie sody zamiast drożdży oraz ze specjalnego rodzaju mąki przeznaczonej do wypieku ciast. Niestety ale nie smakuje mi żaden z nich. Chleb tostowy jest okropny, nawet ten reklamowany jako pełnoziarnisty jest bez smaku i ma konsystencję gąbki. Na szczęście jest coraz więcej polskich sklepów, w których można kupić smaczny chleb.

Irlandzkie chleby tostowe

9. Chipsy o smaku octu

Chipsy o smaku octu i soli to jeden z najpopularniejszych smaków chipsów w Irlandii. Podobno albo się je kocha albo nienawidzi. Spróbowałam z ciekawości, bo raczej unikam takich przekąsek. Produkuje je wiele firm: Lays, Walkers czy Pringels, dla mnie są bardzo dziwne, na prawdę octowe, bardzo kwaśne i słone, a po zjedzeniu większej ilości można mieć poraniony język i podniebienie. Smak cierpki, wyczuwalne na zmianę – sól, ocet i smażone ziemniaki. Wiem, że jest wielu zwolenników tego smaku, ale ja ich na pewno nie polubię!

Chipsy o smaku octu

10. Brak owoców sezonowych

W Irlandii brakuje mi na co dzień dostępnych, sezonowych owoców, takich świeżutkich, pachnących,  prosto od producenta, jakie kupowałam w Polsce na licznych bazarkach osiedlowych. Tu owoce są też oczywiście przez cały rok, ale te dostępne w supermarketach nie smakują tak jak te z bazarku. W moim miasteczku tyko raz w tygodniu w sobotę pojawia się targ na którym można kupić świeże warzywa i owoce od lokalnych producentów, a ja nie lubię robić zapasów, przyzwyczaiłam się robić zakupy na bieżąco, kupować to na co akurat mam ochotę.

Dział owoców i warzyw w Super Value

11. Komunikacja miejska

Komunikacja miejska w Irlandii nie jest najlepiej rozwinięta, w mniejszych miasteczkach (jak Carlow, w którym mieszkam) i wioskach, w zasadzie w ogóle jej nie ma. Z Carlow można oczywiście bez problemu dojechać autobusami do większych miast jak Dublin, Kilkenny, Belfast, Cork, Galway, Derry, Waterford i innych. Gorzej jest z dojazdem do miast w obrębie hrabstwa Carlow, np. z Carlow do Tullow (drugiego największego miasta w hrabstwie) można dojechać autobusem przez – Dublin, a cała podróż trwa aż 3 godziny i 30 minut !. Z Carlow do Bagenalstown (trzecie co do wielkości miasto w hrabstwie) dojechać można tylko koleją, a do innych mniejszych miasteczek i wiosek tylko samochodem. Zaskoczeniem dla mnie jest też fakt, że w Irlandii trzeba pomachać gdy nadjeżdża autobus na który czekamy, bez tego kierowca nie zatrzyma się na przystanku. Jeśli chcemy wysiąść na wybranym przystanku musimy to również zasygnalizować kierowcy poprzez wciśnięcie przycisku stop. Jeśli kierowca nie otrzyma takiego sygnału nie zatrzyma się.

Taki widok na ulicach Carlow jest częstszy niż widok autobusu 😉

12. Wczesne godziny zamykania sklepów

Jeśli ktoś chce się wybrać na zakupy po pracy, a pracuje do godziny 16:00 – 17:00, to chcąc coś kupić musi się bardzo spieszyć. Sklepy odzieżowe i centra handlowe są otwarte od poniedziałku do soboty w godzinach od 9:00 do 17.30 – 18:00, w niedziele od 10:00 do 18:00, tylko raz w tygodniu (czwartek) czynne są  dłużej, do 20.00. Czwartek jest w Irlandii szczególnym dniem ze względu na to że większość osób otrzymuje tego dnia tygodniową wypłatę. Codziennie dłużej otwarte są tylko supermarkety i większe sklepy wielobranżowe, do 21:00 – 22:00. Banki są otwarte od 10:00 do 16:00, w czwartki do godziny 17:00. To powoduje że już o godzinie 18:00  centrum miasta zamiera, ulice pustoszeją, wszystko pozamykane, co robi na mnie nieco przygnębiające wrażenie. Najlepsze miejsce do którego można wtedy pójść to pub.

Wejście do sklepu Penneys w Carlow

13. Procedura wynajęcia mieszkania

Sytuacja na rynku mieszkaniowym nie jest ciekawa, zwłaszcza w hrabstwie w którym mieszkam i mieście, które jest miastem akademickim. Jeśli już pojawi się interesujące ogłoszenie należy zadzwonić jak najszybciej (najlepiej ustawić sobie na Rent.ie i Daft.ie powiadomienia i alerty), ponieważ zdarza się że dzwoniąc 5 min. po pojawieniu się ogłoszenia jesteśmy już n-tymi z rzędu osobami na liście zainteresowanych. Kiedy już umówimy się na oglądanie mieszkania, razem z nami ogląda je 5-6 lub więcej osób umówionych  na tę samą godzinę. Po pokazaniu mieszkania landlord (właściciel) prosi do siebie po kolei osoby nadal zainteresowane i zaczyna „odpytywać”, są to pytania typu: od kiedy w Irlandii?, na stałe czy tymczasowo?, czy pracujemy? gdzie pracujemy?, ile osób będzie mieszkać? czy mamy dzieci?, czy mamy zwierzęta?, gdzie obecnie mieszkamy? Jeśli wszystko jest OK można aplikować – czyli złożyć landlordowi dokumenty potwierdzające, a są to: referencje z pracy wraz z wysokością zarobków, referencje od poprzedniego landlorda – a czasami referencje od co najmniej dwóch poprzednich!. Landlord wszystko sobie notuje i na koniec informuje, że oczywiście oddzwoni, ma przecież jeszcze do przepytania i sprawdzenia mnóstwo innych osób. Teraz już tylko pozostaje czekać z nadzieją, że to właśnie my zostaniemy wybrani. Często zamiast właściciela mieszkania całą procedurę przeprowadza osoba z Agencji. Wszystko to wygląda jak rozmowa o pracę w Polsce, pierwszy raz się z takimi procedurami spotkałam. Przeprowadzałam się już kilka razy, obecnie też jestem na etapie poszukiwania mieszkania. Ale niestety, albo nie ma odpowiednich dla mnie ofert,  albo ja „nie podobam się” landlordowi oferującemu mieszkanie, które mnie się spodobało.

No to ponarzekałam sobie trochę 😉  i sama się zdziwiłam, że zebrało się całkiem sporo rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Irlandii. Myślę, że gdybym miała za zadanie – wymienić to co mi przeszkadzało w Polsce, to też wyszłaby mi całkiem spora lista Jednak żaden z w/w punktów nie jest powodem dla którego chciałabym Irlandię opuścić. Każdy kraj ma swoje plusy i minusy. Mogłabym jeszcze ponarzekać na irlandzką niepunktualność, nieobowiązkowość i nie spieszenie się z niczym, ale mieszkając tu już jakiś czas, zdecydowanie wolę irlandzki luz i powolne tempo życia od nieustannej gonitwy i naszych polskich stresów.

A jeśli chcielibyście dowiedzieć się na co można narzekać i do czego nie można się przyzwyczaić mieszkając w innych krajach to zapraszam na wpisy koleżanek klubowiczek:

Austria: www.annasikora.at / Nie mogę się przyzwyczaić i już!

Francja: www.illumineuse.com / 3 powody dla których wyjechałabym z Francji choćby dziś

Niemcy: www.154dni.pl / Kilka rzeczy do których nie mogłam przyzwyczaić się w Niemczech

Francja: www.buszujacwefrancji.blogspot.fr / Basia w krainie żabojadów – czyli Diav marudzi

Włochy: www.podsloncemitalii.pl / Ciężkie chwile w Belpaese czyli do czego nie mogę się przyzwyczaić we Włoszech

Niemcy: www.themoonmom.blogspot.de / 5 rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić w Berlinie

Rosja: www.polka-blog.ru / Moja Rosja – do czego nie umiem się przyzwyczaić

Republika Czeska: www.turkusowakropka.com / Żeby polubić Czecha trzeba nim być

Tajlandia: www.czekolada-z-farszem.blogspot.it / Rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju

Szwajcaria: www.kultura-po-szwajcarsku.blogspot.ch / Rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju

Włochy: www.kartkazkalendarza.blogspot.it / Czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję?

Francja: www.garoterapia77.blogspot.fr / Rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić we Francji

Wielka Brytania: www.dee4di.com / To co mi nie leży w Anglii

Szwecja: www.direction-sweden.blogspot.se / 8 rzeczy do których nigdy się nie przyzwyczaję w Szwecji

Francja: www.aniawinter.com / Rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić we Francji

Turcja: www.tureckiekazania.blogspot.com.tr / Nie mogę się przyzwyczaić – czyli w poszukiwaniu straconego czasu

Irlandia: www.asica-scrap.blogspot.ie / Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Irlandii

Niemcy: www.gisikowo.com / 5 Rzeczy, do których nie mogę przyzwyczaić się w Niemczech

Włochy: www.ciekawaosta.pl / Do czego nie przywykłam we Włoszech

Szwecja: www.polkawszwecji.wordpress.com / Rzeczy w Szwecji, do których się nigdy nie przyzwyczaję

Meksyk: www.blondynkawmeksyku.blogspot.mx / Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Meksyku

Kanada: www.6757km.com / 6 rzeczy, do których nie mogę przyzwyczaić się w Kanadzie

Niemcy: www.backpakuje.pl / Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w Berlinie

Bahrajn: www.isiasworld.pl / Do czego nie mogę przyzwyczaić się w Bahrajnie

Australia: www.whereisjuli.com / Australio – wkurzasz mnie! 11 rzeczy, których nie lubię w Australii

USA: www.bienvenueensuisse.blogspot.it / Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w USA

Belgia: www.lufcikblog.pl / Rzeczy, do których nie mogę przyzwyczaić się w Belgii

Szwecja: www.hemmahosjohanssons.com / Nie przyzwyczaję się 

Włochy: www.wyzwania-losu.blogspot.it / Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić we Włoszech

Wielka Brytania: www.storyland14.wordpress.com / Do czego nigdy się nie przyzwyczaję w Wielkiej Brytanii

Wszystkie wpisy w ramach jesiennego projektu znajdziecie tutaj: Jesienny Projekt Klubu Polki na Obczyźnie

Jesienny projekt dedykujemy akcji “AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. Więcej info: www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum

Please follow and like us:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *